Historia słynnego filmu „Olivers Castle”

Niedziela, 21 sierpnia 2005 r., godz. 01:31:30
Jednym z powtarzających się elementów związanych z tajemnicą kręgów zbożowych są obserwacje kul światła w okolicach piktogramów. W Polsce najbardziej znane są relacje pochodzące z okolic Wylatowa, ale w kolebce kręgów zbożowych - w Anglii zjawisko to jest obserwowane regularnie, co najmniej od początku lat 90.
W różnego rodzaju opowieściach powtarzanych z ust do ust (a więc w żaden sposób nie podlegających weryfikacji) mówiono o możliwości wykonywania piktogramów przez wspomniane kule światła. To co było jedynie elementem legendy otaczającej kręgi w zbożu wydawało się znaleźć realne potwierdzenie dzięki kilkunastosekundowemu materiałowi wideo nakręconemu ze wzgórza Olivers Castle w roku 1997. Film przedstawia 4 białe kule poruszające się nad polami, gdy równocześnie tuż pod nimi materializuje się piktogram zbożowy w kształcie płatka śniegu. Historia związana z okolicznościami powstania i badania autentyczności tego filmu jest w Polsce raczej mało znana.

Pojawienie się filmu
Aby poznać historię związaną z filmem "Olivers Castle" należy cofnąć się w czasie do dnia 10 sierpnia 1996 roku. Późnym popołudniem badacz piktogramów Freddy Silva, po dniu spędzonym na okolicznych polach postanowił odpocząć i wypić herbatę w "Stones Restaurant". Właśnie tam zagadnął go nieznajomy mężczyzna , który przedstawił się jako John Weyleigh. Rozmowa dotyczyła oczywiście kręgów w zbożu, a Weyleigh poprosił znanego badacza o radę dotyczącą dogodnego miejsca do obserwacji pól, gdzie w zeszłych latach najczęściej zwykły się pojawiać piktogramy. Pochwalił się również, że ma ze sobą kamerę video i liczy na nagranie jakiegoś niezwykłego materiału związanego z piktogramami.. Na koniec poprosił o wskazanie miejsca, w którym mógłby spotkać się spotkać z Silvą powtórnie, gdyby faktycznie udało mu się tej nocy zarejestrować coś niezwykłego. Odpowiedź mogła być tylko jedna - gospoda "Barge Inn" - słynne miejsce spotkań entuzjastów kręgów zbożowych. Tego popołudnia Freddy Silva nie mógł nawet przypuszczać jak dziwną historię zapoczątkuje to krótkie spotkanie.

Karczma "Barge Inn" - słynne miejsce spotkań entuzjastów piktogramów w Anglii. Zdjęcie po lewej pochodzi ze strony www.sacredspaceswa.com, a po prawej ze strony http://www.circlemakers.org/



Następnego wieczora ok. 22:00 Silva zawitał do "Barge Inn" aby zasięgnąć informacji z pierwszej ręki czy na okolicznych polach działo się coś ciekawego. Na miejscu dowiedział się, że do gospody przez cały dzień wydzwaniał człowiek o imieniu John, który twierdził, że zarejestrował coś niezwykłego na swojej kamerze i chce to pokazać Silvie. Badacz czym prędzej oddzwonił na pozostawiony numer telefonu, by porozmawiać z człowiekiem, którego spotkał dzień wcześniej. John Weyleigh potwierdził, że faktycznie jest w posiadaniu niezwykłego materiału filmowego i obiecał szybkie przybycie do Barge Inn. W międzyczasie w gospodzie toczyła się dyskusja na temat nowej formacji znalezionej tego ranka na polach rozciągających się poniżej Olivers Castle. Po 20 minutach w drzwiach stanął wreszcie John Weyleigh i nerwowo rozglądał się w poszukiwaniu Silvy. Kiedy wreszcie usiedli razem przy stoliku, Weyleigh rozpoczął relację niesamowitej historii, która przydarzyła mu się na wzgórzu Olivers Castle. Nocne obserwacje rozciągających się poniżej pól nie przyniosły żadnych efektów, więc Weyleigh dał ostatecznie za wygraną i położył się spać. Rano obudził go jakiś dźwięk. Mężczyzna od razu chwycił za kamerę i rozpoczął filmowanie pól. To co udało mu się zarejestrować przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Freddy Silva i inni goście "Barge Inn" mieli wówczas okazję po raz pierwszy zobaczyć ten niezwykły film. Przedstawiał on w sposób bardzo wyraźny manewrujące nad polami białe, lśniące kule. Warto odnotować, że Freddy Silva nie dostrzegł w czasie przeglądania tego materiału, że dziwne kule formują piktogram. Jednak nawet z pominięciem tego faktu, film zrobił na nim piorunujące wrażenie.
Podekscytowany Freddy Silva postanowił zadzwonić do najbardziej znanego na świecie badacza piktogramów Colina Andrewsa. W trakcie rozmowy nie potrafił ukryć emocji i gorączkowo opowiadał mu szczegóły obejrzanego filmu. Colin Andrews nie mógł przyjechać na miejsce od razu, ponieważ szykował się na kilkudniowy wyjazd do Walii i nie mógł już zmienić swoich planów. Gdy Andrews wrócił ostatecznie z podróży do domu znalazł na swojej sekretarce kilka wiadomości od autora głośnego filmu z prośbą o spotkanie. Podekscytowany badacz natychmiast oddzwonił i umówił się na spotkanie 17 sierpnia w pubie "Wagon and Horses" w Beckhampton.

Przekazanie kopii filmu badaczom
Kiedy pojawił się tam wraz z żoną, John Weyleigh już na niego czekał. Pierwszą rzeczą, którą zaobserwował Andrews była ogromna nerwowość autora filmu. Pokrótce opowiedział mu on historię związaną z jego rejestracją, którą Andrews słyszał już wcześniej od telefonującego Silvy. W pewnym momencie autor filmu powiedział jednak coś, co całkowicie nie pasowało do wcześniejszej wersji. Otóż Weyleigh stwierdził, że zarejestrował tworzenie piktogramu przez kule, podczas gdy Silva nic o tym nie wspominał i opisywał jedynie przelot kul nad polami. Z tym większym zainteresowaniem Colin Andrews obejrzał przez wizjer kamery ten sensacyjny film. Faktycznie - zgodnie ze słowami Weyleigha ujrzał na nim nie tylko przelot kul, ale i formowanie się piktogramu. Trudno mu było na gorąco ustalić czy Silva skupiając się na obserwacji kul nie dojrzał tego co najważniejsze - czyli równoczesnej materializacji piktogramu, czy też Weileigh przedstawił mu przed chwilą inną wersję filmu. W każdym razie ta domniemana różnica wpłynęła od początku na ostrożność badacza względem sensacyjnego materiału.
Po prezentacji filmu Weyleigh szybko wyjawił główny cel, dla którego chciał się spotkać z Andrewsem. Powiedział mu, że jest absolwentem Uniwersytetu w Nottingham i jesienią wybiera się do Stanów w charakterze wykładowcy i w związku z tym kontakt z nim będzie utrudniony. Poprosił Andrewsa, aby w najbliższych dniach doprowadził do analizy filmu i potwierdzenia jego autentyczności. Po chwili wyciągnął przygotowany przez siebie kontrakt, który przyznawał znanemu badaczowi wyłączność na rozpowszechnianie filmu z Olivers Castle i 10% zysku z tego tytułu. Pozostałe 90% miało trafić na konto bankowe autora filmu. Podejrzliwość Andrewsa jeszcze bardziej się pogłębiła. Autor filmu nie przedstawił na kontrakcie ani swojego adresu zamieszkania ani stałego numeru telefonu. Jedyna informacja dotyczyła numeru konta bankowego. Bardzo dziwny miał być również sposób komunikacji telefonicznej. Weyleigh podał numer komórki rzekomo należącej do jego kolegi, pod którym Andrews miał zostawiać informacje w razie potrzeby kontaktu z nim. Weyleigh obiecywał, że jak najprędzej to tylko możliwe, sam oddzwoni wówczas do Andrewsa. Badacz piktogramów pytał o przyczynę tak ogromnych środków ostrożności i niechęci do ujawnienia swoich danych personalnych - tym bardziej jeśli miał ich wiązać przedstawiony kontrakt. Autor filmu tłumaczył się tym, że od czasu przygody na wzgórzu Olivers Castle otrzymuje głuche telefony i obawia się, że jego filmem może się zainteresować wojsko. Zaznaczył również, że chce pozostać poza zasięgiem mediów i opinii publicznej.
Andrews nie miał zbyt wiele czasu do zastanowienia. Z jednej strony miał uzasadnione podejrzenia dotyczące zachowania Weyleigha, z drugiej strony nie chciał wypuszczać z rąk tak unikalnego nagrania przed jego zbadaniem. Ostatecznie podpisał kontrakt wręczony mu przez autora filmu, otrzymał kopię, a później także faks z odbitką podpisanej umowy.
W następnych dniach Andrews stanął przed trudną decyzją. Badacze z jego najbliższego środowiska będący pod wrażeniem filmu naciskali go, aby zwołał konferencję prasową i ogłosił publicznie, że jest w posiadaniu dowodu na tworzenie piktogramów przez świetlne kule. Choć film na pierwszy rzut oka wyglądał faktycznie wiarygodnie, Colin Andrews ze względu na mnóstwo wspomnianych już wątpliwości zwlekał ze zwołaniem konferencji prasowej na ten temat.
Być może właśnie to niezdecydowanie Andrewsa wpłynęło na fakt, że autor filmu zdecydował się na kolejny krok zmierzający do szybszej promocji swojego materiału. Skontaktował się wkrótce z innym znanym badaczem - Peterem Sorensenem przekazując mu kolejną kopię filmu. W trakcie tego spotkania podszedł do nich inny entuzjasta kręgów - Lee Winterston i zasugerował, aby razem udali się do studia telewizyjnego w Swindown w celu obejrzenia filmu na specjalistycznym sprzęcie umożliwiającym zwolnienie tempa odtwarzania i powiększenie wybranych fragmentów obrazu. W trakcie drogi do studia Sorensen sfilmował auto, którym jechał John Weyleigh. Filmowanie kontynuował również w studio telewizyjnym, gdzie od razu został ostrzeżony przez twórcę filmu, by absolutnie nie kierował kamery w jego stronę, ponieważ nade wszystko pragnie pozostać anonimowy. Jednakże przez przypadek Weyleigh znalazł się chwilowo w polu widzenia kamery, dzięki czemu Sorensen był w posiadaniu nagrania zarówno jego osoby, jak i auta, którym się poruszał - co w przyszłości miało się okazać ważnym dowodem. W studio telewizyjnym John Weyleigh po raz kolejny zachował się w sposób, który zwrócił uwagę Petera Sorensena. Studio było zawalone różnorakim specjalistycznym sprzętem, a mimo tego autor filmu bez problemu zlokalizował właściwy sprzęt odtwarzający 8mm video i umieścił w nim sensacyjny film. Sorensen zaczął od tej chwili podejrzewać, że Weyleigh musiał mieć coś wspólnego z branżą obróbki video.

Analiza filmu
Analiza filmu dawała Sorensenowi coraz więcej argumentów przeciw autentyczności filmu. Pod koniec sierpnia zdecydował się pozostawić na kontaktowym numerze telefonicznym Weyleigha wiadomość, w której taktownie zasugerował podejrzenia o dokonaniu ingerencji cyfrowej w przekazany materiał. Od tej pory, pomimo kilkukrotnego ponowienia próśb o kontakt, Weyleigh zamilkł. Około miesiąca później numer telefonu został zawieszony przez operatora i wszelki ślad po autorze filmu zaginął.
Tymczasem dyskusja na temat filmu była coraz bardziej gorąca. Film miał swoich zagorzałych zwolenników broniących jego autentyczności oraz zdecydowanych przeciwników, którzy uważali go za ewidentne oszustwo. Zwolennicy autentyczności filmu powoływali się na opinie ekspertów, którzy twierdzili, że choć taki film można teoretycznie wyprodukować w studio, to wymagałoby to sporo czasu, wysiłku i umiejętności. Jak wiadomo czasu było bardzo mało - piktogram odkryto rankiem, a już późnym wieczorem Weyleigh po raz pierwszy demonstrował film w gospodzie "Barge Inn". Dla niektórych badaczy sprawa autentyczności filmu była już definitywnie zamknięta. W rzeczywistości rzetelne badania nad filmem już od początku nie dawały jednoznacznych rezultatów. Najpoważniejszym argumentem przeciw jego autentyczności był fakt, że świetlne kule nie były zamazane w kierunku swojego ruchu. Natomiast najmocniejszym argumentem potwierdzającym autentyczność filmu był efekt drgania obrazu, co zdawało się potwierdzać użycie ręcznej kamery i wykluczać montaż komputerowy.
Z czasem wysunięto jednak niemal ewidentny zarzut przeciw autentyczności filmu. Aby zrozumieć o co chodzi należy sobie zdać sprawę, że obraz nagrany przy użyciu kamery video składa się z poszczególnych klatek, a każda klatka składa się z dwóch pól - jedno zawiera wszystkie parzyste linie obrazu, a drugie - wszystkie nieparzyste. Te dwa pola to efekt rejestracji obrazów minimalnie przesuniętych w czasie. Z tego właśnie powodu w przypadku gdy film video jest zatrzymywany na magnetowidzie czasami nie jest stabilny. Ma to miejsce wówczas gdy rejestrowany jest szybki ruch - wówczas dwa pola składające się na jedną klatkę rejestrują szybko poruszający się przedmiot w innym miejscu, w efekcie czego zatrzymany obraz migocze. Właśnie taki efekt powinien być obserwowany przy rejestracji szybko poruszających się kul światła. Powinien - ale nie był, ponieważ przy próbie zatrzymania taśmy kule światła nie migały, były całkowicie stabilne. Według Petera Sorensena mogło to oznaczać tylko jedno - że do gotowego obrazu pól dołożono animację komputerową w postaci przemieszczających się kul światła. Wciąż pozostawał jednak do wytłumaczenia efekt poruszania się całego obrazu, który jest efektem używania ręcznej kamery. Jak dowodzili zwolennicy autentyczności filmu - bardzo trudnym i czasochłonnym zadaniem byłoby połączenie lekko poruszającego się obrazu z animacją komputerową. Aby to wyjaśnić Sorensen postawił hipotezę, że pole, na którym pojawił się piktogram nakręcono przy użyciu kamery na statywie - a więc, że pierwotny obraz video był całkowicie stabilny. Dzięki temu łatwiej było dodać animację komputerową w postaci latających kul światła i materializującego się pod nimi piktogramu. Tak spreparowany materiał został wyświetlony na wysokiej jakości monitorze i powtórnie nakręcony (przez filmowanie obrazu z monitora) przy użyciu ręcznej kamery 8mm. Dzięki temu uzyskano efekt lekkiego poruszania się obrazu, który zdawał się sugerować filmowanie pól ręczną kamerą.

Zdjęcie lotnicze piktogramu powstałego na polach widocznych ze wzgórza Olivers Castle oraz sposób poruszania się kul światła na słynnym filmie - zdjęcie po lewej pochodzi ze strony www.cropcircleconnector.com , a po prawej ze strony www.cropcircleresearch.com


Pomimo podejrzliwości względem zachowania autora filmu, jak i krytycznych uwag wysuwanych przez Sorensona, film "Olivers Castle" był wciąż przytaczany jako argument potwierdzający wykonywanie piktogramów przez kule światła.

Prawda wychodzi na jaw
Zaintrygowany zniknięciem Johna Weyleigha, Colin Andrews zdecydował się zatrudnić prywatnego detektywa w celu znalezienia autora sensacyjnego filmu. Jedynym punktem zahaczenia był numer telefonu komórkowego, numer konta bankowego i zapamiętana przez Andrewsa informacja o tym, że Weyleigh ukończył Uniwersytet w Nottingham. Praca detektywa przyniosła jednak sukces - poruszając się wskazanym tropem detektyw dotarł do osoby, która faktycznie ukończyła tą uczelnię, miała na imię John, a nie zgadzało się jedynie nazwisko - nie był to Weyleigh, ale Wabe. Najciekawszą informacją było jednak to, że John Wabe jest współwłaścicielem firmy zajmującej się edycją video i produkcją filmów w Bristol. Oczywiście skojarzenie Andrewsa było proste - to właśnie człowiek o takim fachu mógł wyprodukować film "Olivers Castle". Pozostało jedynie wyjaśnić czy człowiek, który podawał się za Johna Weyleigha jest w istocie Johnem Wabe.
Sprawa ostatecznie wyjaśniła się latem 1997 roku. Telewizja Nippon zdecydowała się zrealizować dokument o filmie "Olivers Castle". Japońska telewizja, podobnie jak detektyw wynajęty przez Colina Andrewsa (a być może właśnie za jego pomocą) dotarła do Johna Wabe - współwłaściciela studia "First Cut" (jego zdjęcie można wciąż zobaczyć na stronie firmy http://www.firstcut.co.uk/staff.htm) zajmującego się m.in. efektami specjalnymi video w Bristol. Realizatorzy programu nic nie mówiąc o swoich podejrzeniach umówili się z Johnem Wabe na spotkanie, podając jako fikcyjny powód zlecenie związane z realizacją efektów specjalnych. Ich prawdziwą intencją było pokazania mu bez wcześniejszego ostrzeżenia filmu z Olivers Castle i zarejestrowanie na kamerze jego pierwszej reakcji po zdemaskowaniu go. Realizatorzy programu weszli do studia, podczas gdy współpracujący z nimi Peter Sorensen (niemal od początku tej historii zaangażowany w sprawę filmu) czekał na zewnątrz, aby w odpowiednim momencie, na dany przez ekipę telewizyjną sygnał, wkroczyć do akcji i zidentyfikować Johna Wabe jako Johna Wheyleigha.
Wabe zorientował się jednak, że zastawiono na niego pułapkę i kiedy ekipa telewizyjna rozmawiała z jego partnerem, wymknął się z firmy tylnymi drzwiami i pobiegł na parking samochodowy. Pomimo, że od ostatniego spotkania z Sorensenem zmienił kolor włosów i zapuścił brodę, badacz kręgów zbożowych rozpoznał go, chwycił kamerę i zaczął filmować. Wabe wskoczył do auta, pomachał triumfalnie w kierunku Soreneona (jakby dając do zrozumienia, że jest nie do złapania) i odjechał z parkingu z dużą prędkością. Sorensen zdołał jednak sfilmować auto Johna Wabe wraz z numerami rejestracyjnymi.
Z późniejszych relacji Colina Andrewsa wynikało, że telewizji Nippon TV udało się jednak nagrać program z Johnem Wabe, w trakcie którego przyznał się do sfabrykowania filmu z Olivers Castlle i opisał sposób w jaki tego dokonał. Colin Andrews otrzymał kopię tego filmu do użytku prywatnego. Nie miał możliwości rozpowszechniania filmu, ale prezentował go wszystkim zainteresowanym w siedzibie swojej organizacji. W dużej mierze opis realizacji filmu odpowiadał teorii przedstawionej wcześniej przez Sorensena. Sprawa filmu "Olivers Castle" znalazła więc ostateczne rozwiązanie.
Niektórzy zwolennicy spiskowych teorii, nie potrafiący się pogodzić z fałszerstwem filmu wysunęli jednak z czasem przypuszczenie, że prawdziwy twórca filmu John Weyleigh trafił w ręce agentów wojskowych, a John Wabe to tylko podstawiona osoba mająca za zadanie zdyskredytować słynny film. Tu jednak dowodem w sprawie są filmy wykonane przez Petera Sorensona, któremu udało się sfilmować człowieka podającą się za Johna Weyleigha (który dostarczył film w ręce badaczy), a także jego samochód. Jest to dokładnie ten sam samochód, którym John Wabe uciekał z firmy w czasie wizyty ekipy telewizyjnej. No i wreszcie, pomimo zmiany koloru włosów, nagranie dowodzi, że John Weyleigh i John Wabe to ta sama osoba.

Po lewej samochód, którym Wabe (jako Weyleigh) jechał do studia w Swindown, po prawej ten sam samochód, którym Wabe uciekał z firmy "First Cut". Zdjęcia pochodzą ze strony www.cropcircleconnector.com

Zatem powoływanie się na autentyczność filmu "Olivers Castle" nie ma już najmniejszego sensu w związku z jednoznacznym materiałem dowodowym zebranym w tej sprawie. Film ten to sprytne oszustwo, którego dokonał John Wabe (przedstawiający się badaczom jako John Weyleigh) w swoim studio "First Cut" w Bristol.

Reperkusje i wnioski
Warto w tym miejscu wspomnieć, że na bazie popularności filmu z Olivers Castle powstało kilka podobnych materiałów przedstawiających tworzenie piktogramów przez kule światła. Pozostały one jednak w głębokim cieniu pierwowzoru, między innymi z tego powodu, że efekt poruszania się kul nad polami i materializowania się piktogramów wyglądał bardzo sztucznie i od razu nasuwał podejrzenia o nieudolne użycie animacji komputerowej. Podstawową wadą tych nagrań był fakt, że nikt nie chciał potwierdzić ich autorstwa, co praktycznie dyskwalifikowało takie filmy jako dowody.
Na bazie historii związanej z filmem "Olivers Castle" można wysunąć kilka istotnych wniosków :
  1. Historia filmu dowodzi, że badanie nieznanego przyciąga również dowcipnisiów i oszustów, którzy posługując się najnowszą techniką są w stanie wygenerować wiarygodny (na pierwszy rzut oka) materiał filmowy. W związku z tym każdy taki materiał musi być traktowany z dużą dozą ostrożności.
  2. Badanie autentyczności materiałów filmowych wymaga podejmowania działań co najmniej dwutorowych :
    a) badanie materiału pod względem technicznym - jak widać na przykładzie "Olivers Castle" eksperci miewają początkowo odmienne zdania i czasami prawda wyłania się dopiero w toku długotrwałych badań;
    b) badanie o naturze detektywistycznej - ustalanie wiarygodności świadka, okoliczności powstawania filmu itp.
  3. Bardzo często sfałszowane filmy stają się źródłem mitu, który zniekształca sposób postrzegania rzeczywistości. Film "Olivers Castle" i jemu podobne stanowią dla niektórych dowód na to, że obserwowane nad polami świetlne kule są siłą sprawczą odpowiedzialną za powstawanie piktogramów. Tak naprawdę można postawić co najmniej 3 hipotezy w tej sprawie :
    a) kule światła faktycznie odpowiadają za powstawanie piktogramów;
    b) kule światła pojawiają się dopiero jako wynik utworzenia piktogramów (za taką hipotezą przemawia fakt, że kule są widoczne także przy piktogramach wykonywanych przez cropmakerów);
    c) kule światła nie mają żadnego związku z piktogramami (ich częste obserwacje w okolicach powstawania piktogramów to jedynie efekt uważnych obserwacji pól i nieba w tych rejonach).

Ze względu na fałszerstwo dokonane przy filmie "Olivers Castle" i wątpliwą jakość podobnych filmów (szczególnie bez jednoznacznego potwierdzenia autorstwa) - tak naprawdę wciąż nie można mówić o żadnych dowodach na mechanizm powstawania piktogramów, ich związek z obserwowanymi kulami, czy też naturę samych kul. Jedyną uczciwą postawą jest przyznanie się do niewiedzy w tej materii i dalsza uważna obserwacja (bez z góry założonych teorii na ten temat, które uniemożliwiają bezstronność obserwacji).
Korzystałem z materiałów na stronie :
www.cropcircleconnector.com
www.cropcircleresearch.com

Bogusław LEBEK

Artykuł dodał(a): Administrator
Czytaj również:
Prawdopodobnie największy w Polsce piktogram znaleziony w pobliżu Wylatowa
1 lipca 2019 r.
UFO nad Wylatowem ciąg dalszy
22 maja 2018 r.
4. maja - UFO w okolicy Wylatowa - prośba o informacje!
14 maja 2018 r.
Kolejny piktogram k. Wrześni
10 lipca 2017 r.
comments powered by Disqus
Ostatnio dodane galerie zdjęć - wszystkie galerie zdjęć tutaj . . .
IX Dni Wylatowa
32 fot., 2018-08-16
Szopki Bożonarodzeniowe 2014
9 fot., 2015-01-06
Wylatowski kościół z lotu ptaka
8 fot., 2014-12-17
120-lecie OSP w Wylatowie
30 fot., 2014-08-30
110 lat OSP
67 fot., 2014-08-29
V Dni Wylatowa
37 fot., 2014-06-30
Oficjalna strona internetowa miejscowości Wylatowo.
Copyright © 2002-2019 www.wylatowo.pl, all rights reserved. Design by Maciej Drelak.

Wylatowski RSS